Wpisy archiwalne w miesiącu

Czerwiec, 2013

Dystans całkowity:623.50 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:34:43
Średnia prędkość:18.77 km/h
Maksymalna prędkość:55.80 km/h
Liczba aktywności:19
Średnio na aktywność:34.64 km i 1h 49m
Więcej statystyk

Pizza, która odbiera siłę w nogach

Niedziela, 30 czerwca 2013 | Rower:Accent Peak | temp 20.0˚ dst58.10/0.00km w02:33h avg22.78kmh vmax38.80kmh

Mocno dmucha, deszczowe chmury się kręcą i gdzieniegdzie moczą, ale umawiamy się z Tomkiem na wspólne kręcenie. Mieliśmy się spotkać w Lesznowoli, tylko, że nie myśleliśmy o tym samym miejscu i trochę się rozjechaliśmy. A najśmieszniejsze jest to, że ja początkowo pomyliłam drogę i mało brakowało, żebym wybrała tą, którą jechał Tomek. Ale zwyciężyła myśl 'przecież się nie będę wracać jak pomyliłam drogę, na pewno da się jakoś stąd dojechać tam gdzie chcę'. I w ten sposób prułam jakimiś polnymi, wyboistymi drogami, ale przynajmniej eksplorowałam nowe ścieżki :p
Jak już się z Tomkiem znaleźliśmy na trasie to ruszyliśmy w kierunku Piastowa - cel oczywiście cukiernia Olczaka :D Słodki akcent tego dnia będzie w sam raz na taki ponury dzień :)
Po drodze w Ursusie mijamy Pizzerię, w której decydujemy się zamówić obiad. Po spałaszowaniu trochę za dużej pizzy ruszamy w dalszą drogę. Tomek przodem, a ja jakoś ospale i ociężale. Uda pieką przy pierwszych obrotach korbą i czuję ogólny spadek sił. A jak pojawia się wiadukt, to już ledwo wtaczam się na górę. Skutecznie obniżając średnią wyjazdu decydujemy się kierować się w kierunku mety, jeszcze tylko kupujemy ciacho w Ożarowie.
Ciągnę się na kole Tomka z prędkością 20 km/h i czuję, że szybciej nie dam rady. Czyżby tak skutkowało objedzenie się pizzą? A może to zmęczenie jeszcze po Suchedniowie daje się we znaki?


Kategoria W Towarzystwie

Po swojemu

Sobota, 29 czerwca 2013 | Rower:Accent Peak | temp 25.0˚ dst29.80/0.00km w01:07h avg26.69kmh vmax40.50kmh

Pseudoplany treningowe zlecone przez Tomka zostały niezrealizowane i zrobiłam z dzisiejszej jazdy samowolkę :p
Zamiast denerwować się na puls, który mimo wkładanego wysiłku wcale nie chciał wskoczyć na wyznaczony poziom, pocisnęłam ile sił w nogach, czyli symulacja wyścigu. Krótkiego wyścigu, bo skurczył mnie się zapas wolnego czasu przeznaczonego na trening przez spóźniającą się komunikację publiczną.

HR 150, 194


Kategoria Samotnie

Wygrany licznik w rozruchu

Czwartek, 27 czerwca 2013 | Rower:Accent Peak | temp 23.0˚ dst35.50/0.00km w01:44h avg20.48kmh vmax44.40kmh

Na kierownicy ląduje nowy licznik wygrany w Suchedniowie. Fajne mocowanie, fajny, duży wyświetlacz powodują, że licznik przypada mi do gustu :) A na dodatek ten kolor :D


Po raz pierwszy jadę do pracy z rowerem bo wiem, że wyjdę później niż zawsze, a nie ma co tracić czasu na dojazdy komunikacją.
Wczoraj jeszcze ze zmęczenia odpuściłam jazdę na rowerze, więc dzisiaj musi być konkret trening dlatego obieram kierunek Agrykola.

Oprócz kręcących się w dół i w górę longboardzistów spotykam Przemczyka i Stiva.
Po machnięciu 10 podjazdów kieruję się na polankę w Lesie Kabackim, gdzie siostra cioteczna świętować będzie uzyskanie tytułu doktora medycyny :D Komary też się przyłączyły do imprezy mimo że nikt ich nie zapraszał :p


A nad głowami latają ludzie

HR 140, 188


Kategoria Samotnie

Myślałam, że nie ruszy

Wtorek, 25 czerwca 2013 | Rower:Accent Peak | temp ˚ dst0.00/0.00km w01:30h avg0.00kmh vmax0.00kmh

Rower po niedzielnych zawodach tylko opłukany szlaufikiem z błota stał nieruszany do dziś. A dziś okazuje się, że nie wszystko chce się kręcić.
Szybka reanimacja kółeczek, smarowanie i wyjazd. Tym razem wyjazd połączony z pracą, co skutkowało zatrzymywaniem się co chwila i foceniem budynków.
Wracam w ciemnościach i na sam koniec łapie mnie jeszcze przelotny deszcz.

Przy każdym ruszaniu czułam w nogach zmęczenie po niedzielnych zawodach, jednak było ostro :p


Kategoria Samotnie

Suchedniów

Niedziela, 23 czerwca 2013 | Rower:Accent Peak | temp 22.0˚ dst57.10/0.00km w03:39h avg15.64kmh vmax49.50kmh

Dobrze jest mieć obok siebie kogoś kto nie ma tendencji do narzekania i zaraża dobrym nastawieniem :) Mimo nieciekawej pogody w drodze do Suchedniowa (jak wychodziliśmy z domu to kropiło, prawdziwa ulewa złapała nas dopiero na trasie do Radomia) liczymy z Tomkiem na lampę dzisiejszego dnia. I w sumie niewiele się pomyliliśmy. Słońce było, a dzięki deszczowi przynajmniej się nie kurzyło na trasie :p

Pierwsze kilometry po starcie stosunkowo płaskie i po szybkich szutrach. Osiągamy zawrotne prędkości i z utęsknieniem zaczynam wyglądać jakiegoś konkretnego podjazdu, bo taka jazda to przecież nie MTB :p
Wjazd w teren oznacza weryfikację umiejętności jazdy w błocie. Wąskie ścieżki powodują, że tworzą się lokalne korki, więc jak można to trzeba wyprzedzać. Miejscami koło tańczy i buksuje i trzeba podprowadzać niewielkie podjazdy, ale generalnie nie jest ze mną źle.
Za kiepski pomysł uważam połączenie dystansu Fun i Famili tak, że spotkaliśmy się akurat w miejscu najbardziej wymagającym na trasie, czyli koło kamienia Michniowskiego. Duże zamieszanie i niewielkie trudności z wyprzedzaniem uczestników krótszego dystansu. Ale miało to też swój wyjątkowy charakter, pierwszy raz na trasie spotkałam Kalinę i Cypisa w akcji ;)
Za bufetem wjeżdżamy na trasę poprowadzoną wzdłuż torów, którą dobrze i miło zapamiętłam sprzed dwóch lat, tyle że wtedy szła w odwrotną stronę. Na jednym zjeździe nie zauważam strzałki kierującej w lewo i wjeżdżam tunel pod torami. Płynie tamtędy strumyk, są duże kamienie, aż się dziwię, że dali taki fajny odcinek :) Krótko trwa ta moja radość, bo okazuje się, że wcale tędy trasa nie prowadzi bo po wyjechaniu z tunelu są 3 drogi, na żadnej nie ma oznaczeń i żadna droga nie jest zaznaczona śladami opon. OK, niewiele się zmartwiłam bo to oznaczało,że drugi raz przejadę fajnym odcinkiem po kamulcach a moja pomyłka będzie miała niewielki wpływ na czas końcowy :)

Szykuje się wyprzedzanie za moment :)
Za bufetem wjeżdżamy ponownie w las, ponownie oznacza to driftowanie na błocie :) Jest to na prawdę test umiejętności i z każdego poślizgu staram jakoś wyjść i jak najwięcej się nauczyć. Mimo narastającego zmęczenia cieszę się, że zbieram takie doświadczenia. Na normalnej wycieczce bym się tak w błocie nie taplała, a jak są zawody to po prostu trzeba jechać przed siebie i nie marudzić!
W tym lesie mijam gdzieś Elę z Mybike, która mówi, że jestem 3 kobietą, a ta druga jest niedaleko przede mną. Faktycznie niedługo później doganiam Bognę ze Świata rowerów.
Mamy przed sobą kilka podjazdów. Oczywiście jadę ambitnie z zamiarem wjechania każdego.

Na podjazdach walecznie od samego początku, na każdej zmarszce
Panowie na moje prośby ustępują miejsca i cicho za plecami podziwiają mój upór ;) Na zjazd z Bukowej Góry wjeżdżam praktycznie sama. Dwa wykrzykniki, ale próbuję jechać. Jeden moment zawachania i zbyt mały skręt kierownicą powodują, że muszę się zatrzymać. Szkoda, myślałam, że całość się uda zjechać. Jak bym miała drugą szansę to pewnie by wyszło, ale przecież wracać się nie będę :p
Łąkowymi odcinkami dojeżdżamy ponownie do Kamienia Mnichniowskiego. Tym razem jest pusto na drodze, więc dokąd się da to jadę. Tu ponownie chwila zawachania skutkuje zatrzymaniem i efektownym fikołkiem, ale nie w przód, a w poprzek trasy, na opadające zbocze. Trochę zdziwiona tym co się właśnie wydarzyło szybko się orientuję, że nic nie boli i można jechać dalej. Całe szczęście nikt nie widział :p Może i była chwila strachu, ale później się z siebie śmiałam i uradowana całą sytuacją powoli zbliżałam się do mety :)
Na ostatnich kilometrach od bufetu do mety jadę już bez żadnych przygód i kreskę mijam z uśmiechem.



Tutaj coś tłumaczę Arturowi, z którym miałam okazję, poza dniem dzisiejszym, jechać na trasie zeszłorocznej Piwnicznej i tegorocznego Karpacza. Przez większą część trasy jechał przede mną mniej więcej w tej samej odległości i cały czas miałam go w zasięgu wzroku, ale nie udało się dogonić :p W naszej rywalizacji 3 razy był lepszy :)

Maraton w sumie gdyby nie błoto to byłby szybki i stosunkowo łatwy, ale co nie jest łatwe po przejechaniu Karpacza :p W nogach jednak czuć wysiłek. Od samego początku jechałam na 100% każdy podjazd. Rozmyślałam, czy taka strategia pozwoli dojechać do mety czy gdzieś po drodze osłabnę. Tym razem się udało i zdecydowanie opłacało się dać z siebie wszystko, gdyż dało mi to 2 miejsce open wśród kobiet :D Miejsce to było dodatkowo hojnie wynagrodzone - puchar + licznik speca + kolejna zniżka do vinco. Tak to można jeździć :)

HR 176, 198


Kategoria góry, Las, PTU Eclipse Biketires, W Towarzystwie, zawody

Z motywatorem

Sobota, 22 czerwca 2013 | Rower:Accent Peak | temp ˚ dst14.00/0.00km w00:54h avg15.56kmh vmax0.00kmh

Sobota wieczór, chce się usiąść na kanapie i poleniuchować. Sama pewnie bym tak zrobiła, ale Tomek namawia na lekkie 45'. Robimy przejażdżkę po chodnikach i po 22 jesteśmy z powrotem.


Kategoria W Towarzystwie

Poranek

Czwartek, 20 czerwca 2013 | Rower:Accent Peak | temp 18.0˚ dst19.30/0.00km w01:04h avg18.09kmh vmax26.00kmh

Pierwszy raz kiedy to o 6.30 rano już jestem po rowerze :p
W lesie sporo biegaczy, którzy korzystają z chłodnego poranka (nie wiem jak można biegać w ciągu dnia przy dwudziestu kilku stopniach).
Miałam nadzieję zaobserwować z rana jakieś zwierzaki i w oko wpadły mi:
myszka, para rudzików, masa kosów i żółte ptaszysko o dziwnym głosie.

HR 120, 145


Kategoria Las, Samotnie

Kiedy 3 minuty to wieczność, a 2 minuty mijają w mgnieniu oka

Środa, 19 czerwca 2013 | Rower:Accent Peak | temp 24.0˚ dst37.10/0.00km w02:24h avg15.46kmh vmax41.80kmh

Tomek wymyślił morderczy trening, 3 minuty na maksa (czyli teoretycznie powyżej tętna 195 :p) i 2 minuty odpoczynku. I tak 5 razy. Za żadnym razem nie udało się wkręcić odpowiednio wysoko, tętno zatrzymywało się przeważnie na 178. Za trzecim razem o mało się nie popłakałam, strasznie się zasapałam i było mi niedobrze. Akurat wtedy minęłam się z Grześkiem :p Musiałam mieć nietęgą minę, ale poznał i odmachał ;)
Do domu wracam jednak z poczuciem, że popracowałam dziś nad formą ;)

HR 154, 193


Kategoria Samotnie

Lekkie kręcenie

Wtorek, 18 czerwca 2013 | Rower:Accent Peak | temp 20.0˚ dst33.00/0.00km w01:33h avg21.29kmh vmax28.40kmh

I amnezja, bo nie pamiętam co się działo podczas jazdy.
HR 131, 161


Kategoria Samotnie

Rozjazd na Przełęcz Okraj

Niedziela, 16 czerwca 2013 | Rower:Accent Peak | temp 23.0˚ dst31.40/0.00km w02:04h avg15.19kmh vmax55.80kmh

Wyjeżdżamy z kwatery przed 10. Mieliśmy atakować Przełęcz Karkonoską, ale po drodze spotykamy Dorotę i Bartka, którzy wybierali się właśnie na Okraj. Daliśmy się namówić i jedziemy razem z nimi.
Okazuje się to być strzałem w dziesiątkę. Blisko 10 km podjazd, o niezbyt stromym nachyleniu, wjechany w spokojnym tempie, przynajmniej w moim przypadku :p
Na górze odbijamy z Tomkiem w teren i Tabaczaną ścieżką zjeżdżamy do Karpacza. Czasem schodzimy, czasem podchodzimy, ale widoki i zupełny brak ludzi na szlakach są cudowne!



Gdzieś po drodze dziurawię dętkę, z której powoli uchodzi powietrze. Całe szczęście na tyle powoli, że o dziurze dowiadujemy się już po dojechaniu na kwaterę.
W tym roku przekroczyłam już swoją średnią dziurawych gum na sezon. Wcześniej zdarzała się raz na rok, a teraz dwie w dwa dni. Niedobrze :p
HR 143, 182


Kategoria góry, Las, W Towarzystwie